Witam. No naczekaliście się, nie powiem, że nie. Postanowiłąm doprowadzić was do płaczu (BUAHAHAHAHAHA), jako zła i okrutna kobieta. Rozdział dedykuję magnetostrykcji, która pogania mnie z pisaniem i zmusza do ślęczenia nad kompem. Dziękuję naleśnikowi, która cierpliwie betuje ten shit, który tworzę. Kocham Cię naleśniczku <3
Całe moje życie to jeden wielki syf. Kiedyś było tak pięknie. Wiecie, miałem psa. Był słodki i cholera, kochałem go jak brata. Nie dane mi było długo nim się cieszyć, bo dzieciaki z sąsiedztwa, którym przeszkadzał status społeczny mojej rodziny, obcięły mu ogon i pobiły na śmierć. Następnego dnia ten feralny ogon wisiał nad moimi drzwiami.
Parę lat później odkryłem, że jestem gejem. Nie maluję się, nie noszę różowych spodni, ogólnie to bardziej pragnę być pierdolonym przez jakiegoś zręcznego penisa niż cackać się z jakąś panną, której w obrzydliwy sposób latają cycki. Ogólnie nie odstawałem do czasu, aż nie popełniłem największego błędu mojego życia. W drugiej klasie gimnazjum zakochałem się w szkolnej gwieździe - Kim Jonghyunie.
Zaczęło się niewinnie - rozmawiałem z nim, bo obydwoje kochaliśmy śpiewać, grałem z nim w kosza i uczęszczałem na większość zajęć. Kiedy już byłem całkowicie pewny, że on odwzajemnia moje uczucia, wyznałem mu to, czego od razu pożałowałem. Informacja o tym, że jestem homo, rozniosła się szybciej niż cynk na nową wyprzedaż wśród zakupoholiczek. Już na następnej przerwie miałem spuszczony łeb w kiblu, a moja ławka przestała istnieć. Szafka była zamazana tekstami typu: “Homo, lubi w dupę” albo “Obciągniesz mi, kutasiarzu?”. Bardzo podobne teksty leciały w moją stronę codziennie, praktycznie co pięć minut.
Miałem grupkę przyjaciół, którzy pomimo moich usilnym próśb, nadal się ze mną zadawali, jednakże po cichaczu. Taki był warunek.
Pewnego wieczora, to było jakoś miesiąc przed zakończeniem drugiej klasy, Tao spóźnił się z odebraniem mnie z zajęć wokalnych, co w sumie mnie nie zdziwiło, bo wyjątkowo kończyły się dwadzieścia minut wcześniej. Pierwszą napotkaną przeze mnie osobą był wysoki, czarnowłosy chłopak, na którego Jjong wołał zazwyczaj Sehun. Ten dzieciak o pokerowej twarzy zawsze mnie przerażał, a jego słowa zawsze, ale to zawsze przesycone były jadem. Być może tylko ja tak to odbierałem.
Pamiętam, że zaczęło się od słownych zaczepek, a potem krótkiego telefonu. Sehun stwierdził do słuchawki, iż znalazł dziwkę, która najprawdopodobniej byłem ja. O ironio, wtedy byłem jeszcze prawiczkiem! Po dwóch lub trzech minutach swoją obecnością zaszczyciła mnie cała świta Jonghyuna, a mianowicie: Minho, Onew i jeszcze dwóch, których nie znałem. Początkowo próbowałem się stawiać, jednakże oni wszyscy przeciw mnie jednemu… szanse miałem marne. Najgorzej było jak mnie pobili. Potem już ledwo kontaktowałem, ale czułem jak byłem rozbierany, a potem gwałcony. Ten przeszywający ból tyłka i gardła oraz wstyd, gdy zauważyłem w oddali sylwetkę Tao. Nie chciałem, żeby mnie takiego oglądał, więc resztką sił kazałem mu uciekać. On jedynie się we mnie wpatrywał ze łzami w oczach. Boże, ten o rok młodszy ode mnie dzieciak nie miał prawa oglądać takich rzeczy! Wtedy właśnie się rozpłakałem. Wtedy w końcu zacząłem się rzucać. Co z tego, że robiłem sobie większą krzywdę, skoro na siłę chciałem się uwolnić? Jjong doszedł mi na twarz. Tyle pamiętam. Chyba zrobili mi zdjęcie, bo Tao się na nich rzucił. W następnej chwili byłem nieprzytomny.
Po całej tej akcji nie pojawiłem się w szkole do zakończenia. Na nim w sumie też mnie nie było. Tao poznał mnie z Krisem, synem przyjaciół państwa Huang. Był ode mnie o rok starszy, ale dużo wyższy, a z jego oczu bił taki spokój. Moje zachowanie przy chłopakach nie zmieniło się wcale a wcale. No może czasem się zawieszałem, ale kurwa mać, zostałem zgwałcony, chyba mam prawo się trochę nad sobą poużalać, co?
W trzeciej klasie gimnazjum zamieniłem się w potwora. Nie wiedziałem skąd biorę siłę, aby bić tych wszystkich ludzi, który krzywdzili Tao, albo mnie. Młodzież mnie unikała, a nawet biła pokłony. Nawet Jjong odpuścił, ale nie pobiłem go. Jebany, sentymentalny skurwiel. Powinienem mu przyjebać równo w tę krzywą gębę. Mój brat cioteczny, Lee Taemin, wiedząc o całym zajściu, poszedł bez mojej wiedzy mu nawrzucać. Kilka miesięcy później był z tym całym Minho, płaszcząc się pode mną, iż nie miał wyboru. Zbyłem go. Dla mnie przegrał.
Tamtego dnia poznałem YuMi. Stała zapłakana na środku parku, posiniaczona i smutna. To dziwne, że ludzie dookoła ignorowali jej stan. Wkurwiłem się. Oczywiście jak na ummę przystało, przygarnąłem ją i zadbałem o nią, wysyłając cynk policji, że znalazłem jakąś uciekinierkę. Po paru miesiącach czasami wpadałem do niej i bardzo się zaprzyjaźniliśmy.
A teraz… jestem w jebanej drugiej klasie liceum i drugi miesiąc nie było mnie w szkole.
Leżałem na łóżku, walcząc z samym sobą. Miałem do wyboru, albo zaliczyć semestr i mieć z głowy cały świat, albo przespać i wylecieć z domu. W sumie to lubiłem swoje łóżko, więc niechętnie ruszyłem z niego tyłek, co skutkowało lekkim skrzypnięciem. Dziękowałem rodzicom za oddzielny pokój. No cóż, jestem najstarszy z szóstki dzieci, więc chyba należy mi się trochę szacunku.
Rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu czystych bokserek i spodni od mundurka. Jak zwykle oczywiście WSZYSTKO za duże, bo pierdolony i dumny Do Kyungsoo nie ma zamiaru jeść. HAHAHA. Przewróciłem oczami i trzymając spodnie, ruszyłem do szuflady, szukając paska. Odsuwając trzecią i ostatnią szufladę, znalazłem to, czego szukałem. Niechętnie ubrałem się z wizją dzisiejszego nudnego i szarego dnia. Westchnąłem cicho i spojrzałem w stronę okna. Padał śnieg. Słodko.
Zirytowany całym światem, szerokim łukiem ominąłem kuchnię i wyszedłem z domu bez śniadania. Kogo obchodziło to czy jadłem? Mnie na pewno nie.
Idąc przed siebie, analizowałem sytuację, w której się znalazłem i podsumowałem to statusem lepiej-być-kurwa-nie-mogło. Nie widziałem chłopaków od dwóch miesięcy. W bardzo skuteczny sposób ignorowałem ich telefony i sms’y. Jeszcze skuteczniej unikałem ich samych. To nie tak, że na siłę wymuszałem dystans, ale byłem w tak beznadziejnym stanie, że nie nadawałem się na wystawienie w miejscu publicznym. No bo bądźmy szczerzy…. mam poharatane uda i ręce. Kilka blizn jest też na brzuchu. Oczy mam opuchnięte i przekrwione. Na kilometr widać, że albo płakałem, albo się z kimś biłem. Schudłem dziesięć kg przez dwa miesiące i wszystko było, o zgrozo, zamierzone. Moi rodzice nie mieli czasu, aby zwrócić uwagę na takie pierdoły jak depresja endogenna ich najstarszego syna. Cóż, nie należymy do bogatych i dopiero od niedawna sklep ojca przynosi jakieś korzyści. Jednakże to wciąż za mało. Sapnąłem, chowając się głębiej we własnym szaliku. Jebany śnieg. Jebana zaspa. Jak na zawołanie w nią wpadłem. Burknąłem pod nosem parę przekleństw i ruszyłem w stronę szkoły.
Szkoła jak szkoła, wieje nudą i wciąż dziwię się, że dzieciaki nie uciekają przez okna. Uważam, że edukacja jest ważna, ale z dzisiejszym systemem zamiast motywować do nauki, rząd skutecznie nas od niej odstrasza.
Zmieniłem buty i obejrzałem swoją szafkę. Oczywiście wyleciała na mnie uprzednio lawina karteczek z tekstami dnia Park Chanyeola. Nie znałem faceta, ale był upierdliwy. Chociaż w sumie i pomysłowy, bo nie zauważyłem dubletów, wywalając ten shit do śmietnika.
Skierowałem się w stronę swojej klasy. Nie, nie miałem zamiaru pozbyć się kurtki. Szkoła oszczędzała na ogrzewaniu ,więc pizgało złem, a klasa, w której byłem, była najchłodniejsza. Bez zbędnych ceregieli usiadłem na swoim ukochanym miejscu, nawet nie sprawdzając czy ktoś tu siedzi. Kątem oka zauważyłem tabliczkę z imieniem, lecz zignorowałem ten fakt i wróciłem do swoich skołatanych myśli. Chciałem płakać. Chciałem się pociąć. Chciałem oszaleć. Aish, cholerna szkoła. Chciałem do domu.
Niespodziewanie poczułem rękę na swoim ramieniu, ale zignorowałem fakt, że ktoś bardzo marzy o samobójstwie. Ściągnąłem brwi w grymasie niezadowolenia, gdy właściciel ręki szarpnął mnie, zmuszając do siadu.
- Czego? - warknąłem groźnie. Jezu, czy mój głos musiał brzmieć tak agresywnie? Nie interesują mnie zaczepki w tym feralnym dniu. Chłopak o pełnych ustach skrzywił się, słysząc ton mojego głosu.
- To moje miejsce. - powiedział niepewnie, a ja posłałem mu pogardliwe spojrzenie. Rzuciłem mu wyzwanie samym spojrzeniem.
- I…? - prowokowałem, wiedziałem, że to skończy się bójką. Czasami sam mam ochotę sobie dokopać, serio. Uścisk na moim ramieniu stał się silniejszy. Chłopak mocno szarpnął, przez co wstałem. Rozbawiony wpatrywałem mu się w oczy. Dupek jest seksowny. Tak, bo Kyungsoo w takich momentach myśli o tym jak przelecieć swojego przeciwnika. Dopisać do pamiętnika: dokopać sobie w domu.
- Chciałbym tu usiąść, bo to MOJE miejsce i są tu MOJE rzeczy. - nadmienił, na co ja jednym ruchem ręki zrzuciłem wszystko z ławki. Chłopak zdziwiony wpatrywał się to we mnie, to w swoje rzeczy. Poirytowany wymierzył mi policzek, który na jego nieszczęście spotkał się z powietrzem. Złapałem go za rękę i wykręciłem ją, zmuszając go do odwrócenia się. No, no. Tyłek też ma niezły. Kurwa. Nienawidzę siebie. Nogą podkosiłem go i wpatrywałem się w jego szarpiącą się sylwetkę.
- Gówno mnie obchodzi, że to twoje miejsce. Teraz jest moje i lepiej się z tym pogódź. - powiedziałem, puszczając go. Usiadłem z powrotem na krześle i ponownie powróciłem do swoich depresyjnych myśli, które szybko zostały przerwane dzwonkiem na lekcje.
Do przerwy obiadowej praktycznie spałem na ławce, a nauczyciele nawet nie próbowali mnie budzić. Z jednej strony byłem im za to wdzięczny, ale z następnej już nie. Gdy tylko zadzwonił dzwonek wyszedłem z klasy, kierując się na najwyższe piętro, na którym znajdowała się kanapa tuż obok parapetu. Doskonale wiedziałem, że to nasze miejsce i tylko pierwszoroczni, którzy mnie nie znają, mogli się tam zapuścić. W sumie to gryzł mnie ten status bestii... no bo spójrzmy prawdzie w oczy - jestem lekko spedalony. Przeklinam tak naprawdę dużo tylko w myślach i zawsze się karcę, gdy powiem coś takiego na głos. Nie lubię się bić pomimo tego i tak robię to dosyć często. Dużo płaczę i lubię piec. Ogólnie jestem cholernie delikatny oraz jest mnóstwo rzeczy, których po prostu nie rozumiem.
Westchnąłem ciężko, pokonując ostatni schodek. W naszym miejscu było dosyć głośno. W duchu cieszyłem się, że chłopaki tam byli - przynajmniej nie musiałem użerać się sam ze sobą.
- No siema. - powiedziałem, rozsiadając się na kanapie na co Baek posłał mi pogardliwe spojrzenie. Tao rzucił mi się na szyję, płacząc jak dziecko i wypytując się mnie gdzie byłem.
- Siema.- odpowiedzieli chórem. Każdy po kolei sprawdzał czy istnieje, a Kris zrobił rzecz, której obawiałem się najbardziej - podciągnął mi rękawy koszulki. Jego oczy powiększyły się sześciokrotnie, tak samo jak Tao, Laya i Baekhyuna. W sumie to łudziłem się, że to oleją, ale po tym jaką troskę okazywałem im przez całe życie, nie dadzą mi spokoju. Westchnąłem i zasłoniłem pokaleczone ręce. Na moje policzki wkradły się rumieńce wstydu, więc opuściłem głowę.
- Ej, Soo - zaczął Baekkie, kładąc swoją dłoń na moim ramieniu. - Planowaliśmy zrobić sobie “piżama party“ z dwoma zgrzewkami piwa, meczem i durnymi grami w stylu Krisa. - zaśmiał się na co blondyn krzyknął jedynie “ej!”. Skinąłem głową i objąłem ramieniem wciąż płaczącego Tao, który biadolił, że to jego wina.
- Mogę wpaść. Kiedy, u kogo i co mam ze sobą wziąć - Lay prychnął i chwilę potem ujrzałem jego usta w dorodnym uśmiechu.
- Dobrze, że pytasz. - powiedział, otwierając swoje bento. - U mnie. Od piątku do niedzieli. Zrób ciastka. - zaśmiał się, a ja ucieszyłem się, czując, że w końcu na coś się przydam.
Omo~ Jak możesz mi to robić? Tak bardzo czytałam tylko JongKey a tu mi odwalasz ff, od którego nie mogę się oderwać TT Daj. Następną. Część.
OdpowiedzUsuń(btw. Zły Onew to takie nierealistyczne, że nie mogę XD A z Kijaszka nie rób tyrana, bo zginiesz XD)
~Ayu
Spokojnie Ayu, wszystko jest zamierzone <3
UsuńPrzekonasz się potem dlaczego :3
Omg, kiedy następny rozdział? To jest świetne! Czekam na dalsze losy Jongina!
OdpowiedzUsuń~Olcia z pornolcia
Jak zbetuje, więc możliwe, że dzisiaj XD
OdpowiedzUsuńTo było świetne! Co prawda na początku miałam taką rozkminę co, kto, jak, gdzie i kiedy bo tu SHINee a potem EXO, ale właśnie to było fajne XDD Podoba mi się postać Kyungsoo i jestem ciekawa, co będzie dalej ;3
OdpowiedzUsuń~Cianpek
Dziękuję :D
UsuńPierwszy raz dostaję dedykację, dziękuję! Wzruszyłam się ;w;
OdpowiedzUsuńZakochałam się w tym opowiadaniu i nie dam Ci spokoju, aż do ostatniego rozdziału. Nie uwolnisz się ode mnie XDDD ❤
~magnetostrykcja
Wariatka <3 :3
UsuńOkej, bardzo mi się podoba taki brudny styl pisania z przeklinaniem, bo wszyscy idą w te książkowe finezje, masz duży plus u mnie za to. Jeśli chodzi o Kyungsoo, to przyznam, że od tej strony go nie znałam, może trochę podejrzewałam jego wewnętrzne zachowanie w każdym innym ficku, ale u Ciebie mi się to potwierdziło. Ogólnie piszesz całkiem okej, tylko miałabym parę szczegółów, jakie rzuciły mi się w oczy podczas czytania:
OdpowiedzUsuńJustowanie tekstu, wiesz, tak żeby było bardziej estetyczniej i lepiej się czytało, to jedna sprawa.
Zdania pojedyncze - nie wiem, czy to zamierzony efekt, ale często piszesz wiele zdań, krótkich. Wygodniej dla czytelnika jest, gdy zdania są dłuższe.
No i taki mały błąd: więc pizgało złem - nie powinno być zimnem?
Opowiadanie mi się bardzo podoba, więc możesz liczyć na moje komentarze.
Pozdrawiam.
Hejka! Dzięki za odpowiedź.
UsuńWiele zdań krótkich - zamierzone. Kyungsoo jest chory ( tak jak każdy z nich) i trudno mu jest się skupić na jakiej kolwiek myśli, dlatego też często odlatuje - o czym przekonamy się potem.
Zabieram się za justowanie tekstu :3
A co do pizgało złem - to takie powiedzonko, które wymyśliłam parę lat temu, jako, że nienawidzę zimy, więc zamiast zimnem jest złem. XD
No to dobre to powiedzonko, bo jak już to ogarnęłam, to się śmieję. XD
UsuńA ta weryfikacja obrazkowa jest konieczna? Tak pytam z czystego mojego lenistwa. XD
Kurdę, podoba mi się. Aż za bardzo, bo nigdy nie wkręciłam się w ff z EXO. Znajdę Cię i pożałujesz, noo ;_;
OdpowiedzUsuńPiszesz cudownie. A te wulgaryzmy... aish, świetne. Co do powiedzonka "pizgało złem" - idealne i bezcenne :D
Błędy były, wkradł się źle postawiony przecinek, ale dzisiaj już nie mam siły, żeby wypisywać cokolwiek. Mam nadzieję, że zrozumiesz T_T
Pisz dalej, bo szkoda marnować taki talent. Masz oryginalny sposób pisania i to mi się podoba.
Zapraszam też do mnie, jeżeli masz czas i chęci - ff z udziałem SHINee - [ http://saranghae-noona.blogspot.com/ ]
I sio z tą weryfikacją obrazkową, sio!
Wyłączyłam. Dziękuję bardzo, a co do błędów to się domyślam, bo sama mam wenę nagle po północy i piszę brednie. Betować też daje zazwyczaj wieczorem, więc... XD
UsuńAle dziękuję bardzo <3
Wciągająca fabułkaa. Na początku nie umiałam sobie wyobrazić Dyo jako 'emo' ale coraz dalej w głąb historii i mam w umyśle idealny obraz pokrzywdzonego Dyo. Trochę creepy te wydarzenia D: Podejrzewam, ze chłopakiem z ławki był Jongin, ale nigdy nic nie wiadomo.
OdpowiedzUsuńDlaczego mam nieodparte wrażenie, że coś jakoś nie tak jest po tej 2-miesięcznej przerwie pomiędzy Kyungsoo i jego kolegami. To znaczy tao, cały czas go kocha, ale inni, jacyś tacy obojętni ://
Gamsa za komentarz!
UsuńWszystko wyjaśni się w swoim czasie, spokojnie <3.
Wyjdź, kobieto i nie pokazuj mi się na oczy. Albo ja wyjdę, tak będzie łatwiej, Ty powinnaś zostać i pisać następny rozdział tego genialnego opowiadania. *^*
OdpowiedzUsuńZ góry błagam o wybaczenie za niezbyt składny i sensowny komentarz, bo piszę na telefonie, a to jest największa katorga dla moich paluszków, gdyż jestem cholernie gadatliwą osobą i to nawet w komentarzach się ujawnia, kiedy zaczynam gadać o tym, o czym nie trzeba. O, nawet teraz to robię. Zła Mana. ><
Przechodząc do ficzka... O rety. *^*
Podoba mi się Twój styl pisania. *.* Nigdy chyba jeszcze nie spotkałam się z taką brutalnością, agresywnością i wulgarnością. o.o Dlatego masz tu ode mnie wielkiego plusa: "+". Dzięki temu dokładnie widać, jaki jest Kyungsoo. Bardzo dobrze oddajesz stylem wypowiedzi jego charakter i za to biję Ci pokłony. *bije pokłony*.
W ogóle.. TO JEST KYUNGSOO?! O.O Wbiłaś mnie w fotel, dziewczyno i nie wiem, czy dzisiaj się z niego wydostanę. T.T Myślałam na początku, że to jest Jongin... Tak mi do niego pasowało takie zachowanie. A tu nie... To jednak jego kochaś *Mana Kaisoo Shipper aktywejszyn* ... Co nie zmienia faktu, że Do mi się tutaj bardzo podoba.. I wcale nie dziwi mnie jego zachowanie. Tyle przeszedł, jeszcze gdzieś tam w Twoich odpowiedziach na komentarz przeczytałam, że jest chory, że naprawdę.. w pewien sposób go rozumiem. Tylko dlaczego się ciął, debil pieprzony, matoł porąbany, frajer skończony, zgniły bambus, tępa dzida, dlaczego?! Gardzę nim tak bardzo, że chyba zaraz w Sehuna się przeobrażę. >< Tak, tak, wiem, deprecha, załamanie, OGARNIAM TO, ale ogólnie cięcie się jest dla mnie czymś niepojętym. Jakby ludzi myśleli, że razem z krwią wypłyną z nich wszelkie problemy. Aniyo, to tak nie działa. >< Dobra, Mana się zbulwersowała, wybacz. :D
Jejku, cóż mam jeszcze powiedzieć. PODOBA MI SIĘ. B.A.R.D.Z.O. Myślę, że ja i Twój blog zostaniemy dobrymi przyjaciółmi. ;D Bijem pokłony nadal i czekam na kolejny rozdział. <3 Życzę dużych pokładów weny! <3 HWAITING! :3
Jak tylko wejdem na laptoka, to dodam Twojego bloga do polecanych u siebie. ^^ <3
Wyjdź, kobieto i nie pokazuj mi się na oczy. Albo ja wyjdę, tak będzie łatwiej, Ty powinnaś zostać i pisać następny rozdział tego genialnego opowiadania. *^*
OdpowiedzUsuńZ góry błagam o wybaczenie za niezbyt składny i sensowny komentarz, bo piszę na telefonie, a to jest największa katorga dla moich paluszków, gdyż jestem cholernie gadatliwą osobą i to nawet w komentarzach się ujawnia, kiedy zaczynam gadać o tym, o czym nie trzeba. O, nawet teraz to robię. Zła Mana. ><
Przechodząc do ficzka... O rety. *^*
Podoba mi się Twój styl pisania. *.* Nigdy chyba jeszcze nie spotkałam się z taką brutalnością, agresywnością i wulgarnością. o.o Dlatego masz tu ode mnie wielkiego plusa: "+". Dzięki temu dokładnie widać, jaki jest Kyungsoo. Bardzo dobrze oddajesz stylem wypowiedzi jego charakter i za to biję Ci pokłony. *bije pokłony*.
W ogóle.. TO JEST KYUNGSOO?! O.O Wbiłaś mnie w fotel, dziewczyno i nie wiem, czy dzisiaj się z niego wydostanę. T.T Myślałam na początku, że to jest Jongin... Tak mi do niego pasowało takie zachowanie. A tu nie... To jednak jego kochaś *Mana Kaisoo Shipper aktywejszyn* ... Co nie zmienia faktu, że Do mi się tutaj bardzo podoba.. I wcale nie dziwi mnie jego zachowanie. Tyle przeszedł, jeszcze gdzieś tam w Twoich odpowiedziach na komentarz przeczytałam, że jest chory, że naprawdę.. w pewien sposób go rozumiem. Tylko dlaczego się ciął, debil pieprzony, matoł porąbany, frajer skończony, zgniły bambus, tępa dzida, dlaczego?! Gardzę nim tak bardzo, że chyba zaraz w Sehuna się przeobrażę. >< Tak, tak, wiem, deprecha, załamanie, OGARNIAM TO, ale ogólnie cięcie się jest dla mnie czymś niepojętym. Jakby ludzi myśleli, że razem z krwią wypłyną z nich wszelkie problemy. Aniyo, to tak nie działa. >< Dobra, Mana się zbulwersowała, wybacz. :D
Jejku, cóż mam jeszcze powiedzieć. PODOBA MI SIĘ. B.A.R.D.Z.O. Myślę, że ja i Twój blog zostaniemy dobrymi przyjaciółmi. ;D Bijem pokłony nadal i czekam na kolejny rozdział. <3 Życzę dużych pokładów weny! <3 HWAITING! :3
Jak tylko wejdem na laptoka, to dodam Twojego bloga do polecanych u siebie. ^^ <3