sobota, 14 grudnia 2013

{ 1 } Pierwszy koszmar o Thomasie

Czy tylko ja zawsze pragnęłam odkupienia za grzechy, które popełniłam i prawdopodobnie popełnię?



Do dzisiaj pamiętam początki moich sennych koszmarów. Dobrze wiedziałam, że wszystko w nich jest kłamstwem i nie powinnam się nimi przejmować, jednakże podświadomie postępowałam zgodnie z ich instrukcjami. Ten dzień był szary... a może słoneczny? W tamtym okresie wszystkie dni były ponure i zwiastowały rychłą śmierć. Jak 9-latka może tak ochoczo oczekiwać śmierci? Nie wiem.  W każdym razie siedziałam jak zwykle skulona na łóżku i łkałam. Nie usłyszałam gdy wszedł. Zresztą jak mogłabym to usłyszeć, skoro on nawet nie był materialny? Tak, stworzyłam potwora. Odkąd zaczęła się ta cała patologia, śniłam o człowieku, który bezgranicznie mnie kochał i w sposób żywcem wyjętym z fantasy mordował mojego ojczyma, w ten sposób ratując mnie z opresji. Był wysoki, 5 lat starszy odemnie. Jego oczy miały kolor bezchmurnego nieba, abym nigdy nie zapomniała jak wygląda świat na zewnątrz. Jego włosy były kruczoczarne, a uśmiech zawsze zwiastował kłopoty. Nie nadałam mu imienia. Sam je sobie nadał. Uważał, że imię Thomas pasuje do niego, ponieważ jest blady jak rasowy anglik. Usiadł koło mnie i wpatrywał się tępo w ścianę.
-Słuchaj Yumi... nie chcesz abym go zabił. W porządku - stwierdził poprawiając leniwie moją burzę skołtunionych i brudnych już włosów - ale zajmij się czymś, np. grami... - stęknął nie widząc mojego zainteresowania. Uniósł moją głowę i wpatrywał się intensywnie w moje puste oczy.
-Hej, mała - powiedział uśmiechnięty - zostań żywą lalką
Wtedy właśnie w moim umyśle zakodowała się komenda, która przerodziła się w marzenie i wpłynęła całkowicie na mój charakter na nastawienie do życia, zmieniając mnie z chłopskiego wieśniaka, w istną Lolitę Nabukowa. Świat realny przestał mieć znaczenie. Zatraciłam się grach. Pomogło mi to, bo miałam jakikolwiek pozytywny kontakt z otoczeniem. Zmieniałam mężczyzn jak rękawiczki, a moja lista grzechów rosła i rosła.

Ja zapomniałam wtedy o Bogu... i o diable, którego stworzyłam.


Światło było zgaszone. Imitowałam sen. Dziękowałam w duchu matce, że mój pokój był na szarym, strasznym wręcz, końcu mieszkania. Flirtowałam z kolejnym chłopakiem. Podświadomie czułam, ze Thomas jest za mną, a jego wściekłość rośnie. Ignorowałam go.
Nie wiedziałam, że wytwór mojej wyobraźni, stanie się nazbyt realny. Można powiedzieć, że sam był sobie winny, jednakże ja, w sercu byłam mu wierna i wiecznie do niego wracałam. Zawsze kiedy zostałam pobita przez ojczyma, wewnętrzny spokój jaki dawał mi ten niebieskooki potwór sprawiał, że mój ból fizyczny odpływał. Byłam nieważka. Wyłączyłam się w nicości marzeń o śmierci. On to widział. I nie był z tego faktu specjalnie zadowolony.

-Do kurwy nędzy, który to już?! 10, 20?! Staczasz się mała, staczasz się! - wykrzykiwał mi w pierwszym koszmarze. Uciekałam z nim przez jakiś rynsztok, tunel? Nie pamiętam dokładnie. Trzymał mocno moją rękę i prawie, że płakał. Z pomiędzy moich ud płynęła krew, a ja zdałam sobie sprawdę z tego jaka jestem brudna. Nabrałam obrzydzenia do swojego ciała. Stało się to w pierwszej klasie gimnazjum. Jeśli chcecie wiedzieć… ciemność nas wtedy nie dogoniła, ona czekała na dogodny moment w mojej duszy na ujawnienie się.

-Yumi. Przestań. Błagam przestań tym słodkim głosem mamić tych debili! Skończ z tym. Przecież… masz mnie. Niedługo będę musiał wrócić. Yumi, obudź się. On Cię znajdzie. Przeze mnie. Ojcze, co ja zrobiłem - załkał stojąc nademną. Wpatrywał się w moją spokojną już twarz. Mokre policzki, podkrążone oczy, pocięte ręce. Zawsze wierzyłam w jego czystość. Zawsze mu bezgranicznie ufałam.


Ale czy demon może być dobry?


Zanim ocknęłam się z patologicznego amoku i nienawiści do własnej egzystencji… Jego już nie było. Odszedł. Nie wiem gdzie i dokąd, ale wrócił niebawem po to, aby zniszczyć mi psychikę do końca.

Tamtej nocy byłam praktycznie sama. Wszyscy spali snem tak kamiennym, jakby zmarli. Siedziałam na komputerze grając w tą przeklętą grę i randkując z kolejnym idiotą, który dał się omamić mojej wymuszonej słodkości. ON wiedział, że boję się ciemności. Jako jedyny. Gdy właśnie miałam iść do toalety, pękło lustro w mojej szafie. Zamarłam w pół kroku odwracając się w stronę zamkniętej szafy. Drżącą ręką zapaliłam światło, następnie skierowałam się w stronę źródła dźwięku. Wciągnęłam powietrze i otworzyłam drzwiczki. Ku memu zdziwieniu, lustro było CAŁE. Przerażona zatrzasnęłam szafkę i uciekłam do matki próbując ją dobudzić. Płakałam przerażona, a ona nie była w stanie mi odpowiedzieć. Pędem rzuciłam się w stronę komputera i napisałam do niego.

Y: Boję się…
N: Co się stało, maleńka?
Y: Szkło pękło w szafie, a gdy ją otworzyłam wszystko było w porządku!
N: Oj, chyba potrzebujesz snu…
Y: Uwierz mi jestem w 100% trzeźwa. Nie muszę iść spać.
N: To może wyłącz komputer, zgaś światło i się połóż? Gadamy już z 6 godzin, więc możesz mieć majaki.
Y: No dobra… Dobranoc, Kocham Cię.
N: Ja Ciebie też ~~. Dobrej nocy maleńka.

Wylogowałam się i zrobiłam to co mi kazał. Czułam nad sobą Thomasa odkąd się położyłam do łóżka. Zemścił się. Zniszczył mój organizm od środka.

-Ale jak to? Jakim cudem moja córka znowu ma ostre bóle brzucha?! Wszyscy jemy to samo, więc o co chodzi?!- wrzeszczała moja matka na szkolną pielęgniarkę. Starsza kobieta pokręciła głową.
-Nie jestem lekarzem, jednakże wydaje mi się, że to reakcja na stres. Mogę wypisać skierowanie do… - moja rodzicielka przerwała jej w połowie zdania, wymachując rękami, że definitywnie widać, iż udaję. Zawlokła mnie do domu i pozwoliła zostać sama udając się do pracy. Ciągle grałam. Bóle były coraz ostrzejsze, ale nie kojarzyłam tego faktu z Thomasem oraz jego nagłym zniknięciem. Dużo płakałam, a patologia w domu wciąż, się utrzymywała. Wsłuchiwałam się w kłótnie i chciałam uciec. Jednakże fakt, że nie miałam dokąd oraz z kim, ostudził mój zapał.

Czy ja go stworzyłam? Czy on już istniał i żywił się moim cierpieniem? Kim był? Nie wiem tego do dzisiaj.

Stałam zapłakana na środku tej przeklętej uliczki, koło nawiedzonego wzgórza. Chciałam, aby ktoś mnie porwał, zgwałcił, a następnie zabił. Całe moje dotychczasowe życie to był jeden wielki grzech. Bóg mi tego nie wybaczy. Błądziłam wzrokiem w ciemnościach i zobaczyłam go. W dorosłej już wersji, palącego fajkę jakieś 20 metrów odemnie. Czy on nie powinien zniknąć? Zachwiałam się czując zawroty głowy. Nie jadłam od dwóch dni. Cicho sapnęłam i ruszyłam w kierunku przeciwnym od jego osoby. Czego chciał. Nie wiem. Wzruszyłam ramionami, gdy przeleciała następna anonimowa hard rockowa piosenka. Czas się zbierać i znowu udawać szczęśliwą.
Otwierając drzwi do domu nie sądziłam, że spotkam znowu tego dupka. Nie tutaj. Słyszałam jego wyzwiska i zaczepki, lecz zewnętrznie go olałam i zamknęłam się w pokoju. Gdy na zegar ukazał godzinę drugą, rozpoczął się mój rytułał. Płakałam, zawodziłam, biłam się po głowie, obsesyjnie szukałam czegoś ostrego, znowu się biłam, krzyczałam głucho i na koniec kuliłam się i powtarzałam jak mantrę: “ Jestem obrzydliwa. Lepiej by było jakbym nigdy się nie urodziła. Przepraszam mamusiu, że musisz mnie znosić. Obiecuję, że 16 sierpnia 2013 roku się zabije. Chciałabym umrzeć już dzisiaj. Nienawidzę siebie. Jestem taka gruba. Mamusiu kocham cię. O Boże, on mnie TAM dotykał. Chcę umrzeć” i tak w kółko do godziny 3 lub 4. Nigdy nie interesowałam się specjalnie szkołą. Była nudna. Ludzie byli przewidywalni, a ich portrety psychologiczne różniły się w szkole oraz poza nią. Ci którzy palili otwarcie robili to dla zabawy, Ci którzy się z tym kryli mieli problem, a ja..? Ja się kaleczyłam, tak jak oni kaleczyli swoje płuca.


Gdzie ten demon, który zniszczył mój organizm?

Żyłam w swoim świecie anime dosyć długo, aż nie nadszedł ten pamiętny dzień, gdy ojczym podpuścił matkę, aby się ze mną ostro pokłóciła. Jako, że miała już trójkę innych dzieci z nim, ja schodził na boczny tor. Jakoś się z tym prawie pogodziłam. Bo co innego mogłam zrobić? Kiedy pobiłyśmy się uciekłam balkonem, prawie nie łamiąc się przy tym. Biegłam przez pół miasta do pierwszej lepszej osoby. Mój wybór padł na Angelikę. Jej matka znała moją sytuację więc zgodziła się mnie przenocować. Wtedy właśnie podsunęła mi numer do domu dziecka, ale o tym kiedy indziej…

Thomas był w moim sercu. Czułam go.

A koszmar zaczął się wtedy gdy Weronika, moja malutka siostra, zaczęła mi o nim opowiadać.

Wyklinałam w powietrze, płakałam i robię to nadal, a on coś planuje. Tylko dokońca nie jestem pewna co.

Powrócił w moich snach. Zadręcza mnie.

Bóle są coraz silniejsze.

Przez niego byłam 3 tygodnie w psychiatryku na obserwacji.

Boje się żyć.

Bez niego…

Thomas wróć do mnie. Twoja żywa laleczka Voodoo potrzebuje ponownie właściciela.



Nigdy nie lekceważ wytworu swojej wyobraźni. NIGDY.



~~~~

Byłabym wdzięczna za wytknięcie błędów itp.
Pozdrawiam ! <3

1 komentarz:

  1. Opowiadanie wprost cudne! Świetnie się czyta i z niecierpliwością oczekuje następnych rozdziałów! Polecam!

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez Shensheu