niedziela, 15 grudnia 2013

{ 2 } Drugi koszmar o ciele.

Ciało. Niby wszyscy mamy takie samo, w środku, jednakże kompletnie inne na zewnątrz.
Jadąc codziennie rano do szkoły, błądząc po ulicach tego miasta czy siedząc w tym zajumanym domu dziecka popadam w obłęd dotyczący wagi. Oceniam każdą osobę, która jest w moim towarzystwie i powtarzam to jak mantrę:

“Ona/On jest ode mnie chudsza/chudszy”

" Po co żyjesz grubasie?"

Próbowałam się odchudzać w zdrowy sposób, jednakże szybko doszłam do wniosku, że “zdrowe odchudzanie” jest dla “zdrowych ludzi”, po czym wyrzuciłam plakietkę z napisem “odchudzanie” do śmietnika i przykleiłam sobie tą z napisem “anoreksja/bulimia”.
Nie jedzenie jest bardzo fajne. Umysł wariuje, a ja przypominam sobie dlaczego zwariowałam. W sumie to wystarczy, że spojrzę w lustro.

Ale kiedy zaczęłam tak obsesyjnie zaczęłam interesować się swoją sylwetką?

~~

Stałam twardo na ziemi znosząc kolejne obelgi od “ znajomych “ ze szkoły. Nigdy nie byłam, aż tak gruba, aby wyzywać mnie od świń, jednakże takie komentarze padały równie często jak “ dziwka “ czy “murzyn”. Wracając do domu nie chciałam jeść, ale myśl o jedzeniu i mijający mnie ludzie nie ułatwiali mi zadania, przez co obsesyjnie rzucałam się na słodycze. Płakałam gorzko, wiedziałam, że robię źle. Nie chciałam jeść obiadu, więc on złapał mnie za gardło i widelcem wpychał mi obiad przyrządzony przez mamę. Naturalną koleją rzeczy było to, że to zwróciłam, natomiast nienaturalne było to, że musiałam to potem zjeść. Po tym wydarzeniu porządne jedzenie było “be”, a słodycze były “ok”, bo po nich się nie wymiotuje, prawda?

Tamtego dnia miałam wyjątkowo dwa lub trzy więcej siniaków, a Szatan siedziała koło mnie totalnie ten fakt ignorując, ponieważ było to tak normalne jak to, że na jesień liście robią się żółte, lub słońce świeci. Wpatrywałam się wilkiem w jej drożdżówkę, a ona kątem oka to zauważyła.
-Chcesz pół? - zapytała. No tak, to naturalne, że 9-latka chce się dzielić. Ale chyba nie ze starszą o rok. Chyba.
-M-Mogę chcieć! - byłam niesamowicie zażenowana w tamtym momencie i czułam się jak malutkie dziecko, które samo nic nie zrobi.
Wtedy właśnie uzależniłam się od słodyczy.
Wtedy właśnie moja waga przestała mnie obchodzić.
Aż do 2 klasy gimnazjum.

Wszystkie dziewczyny przeszły jakąś metamorfozę. Jednej ubyło trochę tu, innej trochę tam. Ta wyładniała, tej zdjęli aparat. A ja…? No cóż, a ja byłam jak zwykle. Byle jak, obojętnie, bo niby dla kogo? Thomasa wywiało dobre parę lat temu, a ja żyłam w swoim świecie, więc na cholerę mi się malować, czy o siebie dbać? Głupota.

Ale ludzie zaczęli ze mną rozmawiać.
Ale zaczęłam mieć znajomych.

Już nie wypadało być “ Yumi Grubą Świnią”, prawda?

Diety, diety, diety i coraz więcej nieskutecznych diet. On wyśmiewał moje próby tracenia na wadze, mówiąc, że nawet jak schudnę mój ryj pozostanie szpetny. Za pierwszym razem zignorowałam, za drugim udałam, że nie słyszę, za trzecim przyjęłam do wiadomości, a za czwartym uwierzyłam i to chyba było najgorsze.

Przestałam jeść i wpatrywałam się tępo w lustro. Nienawiść do własnej osoby rosła tak samo jak sztuczna popularność i litość wśród rówieśników. Nie mówiłam jej o tym. Wściekła by się. Więc krzyczałam. Biłam się pięściami, wbijałam cyrkiel w uda łudząc się, że tłuszcz wypłynie, wiedząc, że to jeden wielki BULLSHIT. Ale ja wierzyłam uparcie i kułam się dalej. Po 4 lub 5 dniach głodówki, rzucałam się na jedzenie w nocy (bo on tylko wtedy pozwalał mi jeść) i płakałam, że jestem gruba, po czym znów nie jadłam przez kilka dni.

Lata minęły, a ja wciąż się w to bawię. Obraz, który widzę w lustrze jest odmienny od rzeczywistego. Widzę po dłoniach i nadgarstkach. Używam ich za sygnał, kiedy przestać. Wciąż ustawiam sobie przypominajki na każdą przerwę, pt.: " PRZESTAŃ ŻREĆ GRUBASIE". Polecam na zniszczenie humoru na cały dzień~

Ciało ciałem, ale co z twarzą?

Twarz, była i jest najgorsza.

Pamiętam jak w 4 klasie moja pierwsza miłość mnie odrzuciła, bo byłam za brzydka.
Później było tak z każdym kolejnym chłopakiem, a wszyscy dorośli wmawiali mi, że oni boją się tak egzotycznej dziewczyny jak ja. Nie rozumiałam dlaczego, więc obwiniałam najpierw mamę, potem ojca, korzenie i na szarym końcu ( co zostało mi do dzisiaj ) siebie. Wiele razy zdeterminowana chciałam okaleczyć sobie twarz żyletką, ale za każdym razem tchórzyłam i odrzucała narzędzie zbrodni gdzieś w kąt łazienki. Chciałam być wolna. Łudziłam się, że będę piękna jak dorosnę. O jak bardzo się myliłam.

Dostałam syndromu modelki jakoś w drugiej klasie gimnazjum, gdy lustra i wytykanie sobie wad przed nimi, były najatrakcyjniejszą rzeczą w środku dnia. Tapety nakładałam średnio 3 kilo, bo jeśli nałożyłam mniej to czułam się brzydka.

Gdzieś tam w środku, wierzyłam, że ktoś mnie kiedyś pokocha.

Z tym okropnym ciałem.

Okropną twarzą.

Zepsutym charakterem.

Łudzę się, że ktoś mnie w końcu naprawi.

Może kiedyś….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez Shensheu